oSukcesie - Ale mi się nie chce... cz.2Dzisiejszy post nietypowy. Bo chociaż w głowie mam pomysły tematów, które chciałabym poruszyć, to jak zasiadam do pisania, mam ciągle wrażenie, że się powtarzam. Na początku nie do końca wiedziałam z czego to wynika – koniec końców zdawało by się, że można o poruszanej przeze mnie tematyce pisać i pisać w nieskończoność. Ale wrażenie nie znika, nie ważne ile tekstów powstanie – ciągle gdzieś tam z tyłu głowy siedzi mi, że o tym już było :)

Gdy zajrzałam na listę postów na tym blogu, a potem rzuciłam okiem na blog anglojęzyczny, stało się to wszystko trochę bardziej sensowne. Ten blog ma opublikowanych pond 180 postów w ciągu ostatnich niecałych 5 lat, co oznacza, że średnio powstawał jeden post na półtorej tygodnia! Fakt, były okresy bez niczego, były okresy z postami co kilka dni, a nawet codziennie, jednak sumarycznie to sporo tekstu i sporo tematów. I nawet, gdy uwzględni się te bardziej osobiste, marudzące i “beztekstowe”, nadal wychodzi zaskakująco dużo :) Przyznam, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile tych potworków moich popełniłam.

Cieszy mnie to, ale też trochę martwi, bo tak jak pisałam wyżej, zaczynam mieć trudności z wyszukiwaniem tego, o czym pisać. Poszukuję więc pomysłów, inspiracji i sugestii – od Ciebie, Drogi Czytelniku :)

Bo to Ty czytasz, czasami komentujesz, wysyłasz maile z pytaniami i nawiązujesz dyskusję. Blog jest w sumie tak samo dla Ciebie, jak i dla mnie, a właściwie to bardziej dla Ciebie, bo chcę dzielić się tym, co wiem, czego doświadczyłam, co mi pomaga – być może i Tobie to pomoże :) Dlatego też zwracam się do Ciebie z prośbą – podziel się swoimi przemyśleniami, pomysłami i tematami, jakich chciałbyś widzieć na blogu więcej.
Jakie pytania Cię nurtują?
Jaka dziedzina związana z rozwojem osobistym, sukcesem, szczęściem i innymi tematami z tym związanymi interesują Cię najbardziej?
Czego chcesz więcej?
Czego chcesz mniej?

Daj mi znać, a ja postaram się o tym pisać i tym się dzielić – oczywiście w ramach moich możliwości i wiedzy :)
Zostaw komentarz, napisz maila, odpowiedz na newsletter :)
Za każdą uwagę będę wdzięczna!

Pozdrawiam Cię i życzę udanego dnia!

oSukcesie - Ale mi się nie chce... cz.2“Dzisiaj trafiłam na jeden z tych dni, gdy ruszenie palcem zdaje się być ponad moje możliwości, a zrobienie czegoś co muszę to już w ogóle wyższa szkoła jazdy. Uczucie zmęczenia, mentalne spowolnienie i totalna niechęć do zajęcia się czymkolwiek produktywnym prześladuje mnie odkąd otwarłam oczy. Tak się jednak składa, że zdaję sobie sprawę z konsekwencji, jakie ma dla mnie nie zrobienie tego, co zaplanowałam…” – tak zaczęłam jeden z wpisów w 2011 roku. O zgrozo 😀 dzisiaj mam dokładnie taki sam dzień i chociaż bardzo, ale to bardzo bym chciała zrobić sobie dzień wolnego, odpocząć i doładować baterie (które rozładowały się w tym tygodniu piekielnie szybko), nie mogę sobie na to pozwolić. Przy tej okazji zatem stwierdziłam, że skoro walczę z najmniejszym nawet działaniem, to pora sięgnąć po sprawdzone metody – tylko, że parę lat później, są one trochę bardziej rozbudowane. I się nimi podzielić, bo czemu nie?

1) Zaakceptuj to jak się czujesz – ten krok jest nadal na pierwszym miejscu i zdaje się być całkiem jasny. W razie wątpliwości zawsze możesz kliknąć tutaj i doczytać, co naskrobałam w przeszłości.

2) Wypisz pozytywy rzeczy, które musisz zrobić – przydatne, nie powiem. Koniec końców większość rzeczy, które muszę zrobić (i mam nadzieję, że Ty też) przybliża mnie do jakiegoś celu. Przypomnienie sobie co to za cel i o ile się do niego zbliżę przy każdej czynności motywuje, bo pozwala skupić się na plusach tego, co mnie czeka, a nie na narzekaniu i marudzeniu “jak to mi się nie chce”.

3) Zrób to – o tak, koniec końców dzięki temu właśnie siedzę i piszę ten post zamiast gapić się w ekran czy ścianę, ziewając przy tym niemiłosiernie 😀

4) Zaakceptuj, że możesz mieć gorsze wyniki – to coś, co dodałam z czasem, bo w takie dni jak ten, nawet jeżeli zrobimy to, co musimy, wyniki naszych działań mogą nie być optymalne – jakoś treści może być trochę gorsza, język niezbyt lekki w piśmie, nasza uwaga zbyt rozproszona, by działać na 110%. Niech Twój wewnętrzny perfekcjonista idzie spać, a Ty zrób tyle ile możesz i tak jak możesz. Nie zapominaj też, że część rzeczy, które zrobisz dzisiaj, być może będziesz musiał poprawić. W taki dzień jak dzisiaj zaakceptuj, że możesz mieć wydajność na poziomie 50% czy niższą. Ale ważne dla Ciebie, by była większa od 0 – chyba, że możesz wziąć dzień wolnego, wtedy wszystko co piszę nie ma dla Ciebie większego sensu 😉

5) Nie podejmuj ważnych decyzji
– przekonałam się o tym na własnej skórze – decyzje podejmowane w dni takie jak ten mogą mieć opłakane skutki. Owszem, mogą mieć też skutki rewelacyjne, ale ryzyko popełnienia błędu jest wyższe, bo pracujesz mniej optymalnie. Więc jeśli możesz – wstrzymaj się z ostatnim słowem, jeśli nie – daj sobie więcej czasu niż zwykle na przeanalizowanie sytuacji.

6) W miarę możliwości, skończ dzień wcześniej – jeśli jesteś osobą ambitną albo upartą, możesz czuć potrzebę pracowania, by nadrobić niższą wydajność ilością godzin. Nie rób tego, bo ta pokusa niczym dobrym się nie skończy w większości wypadków. Nie dość, że będziesz mieć i tak gorsze wyniki (patrz pkt. 4), to jeszcze dolejesz oliwy do ognia, który wypalił Cię i doprowadził do stanu, z którym próbujesz walczyć. Lepiej iść spać wcześniej, a po przespanej nocy nadrabiać przy lepiej działającym ciele i umyśle, niż zrobić bardzo dużo rzeczy, po to by je zrobić, a potem musieć poprawiać i tak. Zaplanuj sobie spokojny wieczór, poświęć trochę czasu na relaks, a potem się wyśpij. Jutro powinno być lepiej :)

Trzymam kciuki za to, że jutro będzie ze mną lepiej i to dziwne wyssanie z energii się skończy, pozwalając mi działać znów wydajnie i wyrażać się z większą ilością sensu. Za ewentualne kwiatki językowe z góry przepraszam :) I jeśli są, to przynajmniej mam nadzieję, że wywołają u Ciebie, Czytelniku, szeroki uśmiech.

I na koniec, życzę dnia pełnego energii! 😀

oSukcesie - 7 rzeczy, o których warto pamiętać, gdy przytłoczyły Cię obowiązki. Dzisiaj piszę przy okazji testując odkrytą niedawno aplikację Noisli (dziekuję Justyna!) – słuchając dźwięku deszczu i burzy próbuję poukładać myśli, ale przyznaję, kiepsko mi to wychodzi :) Do tej pory tydzień okazał się bowiem kompletnie inny niż planowany, przepełniony działaniem i zajętością, której się nie spodziewałam. Co prawda większość z tego to pozytywne rzeczy, ale jednak moja głowa działa nie tak, jak bym chciała 😉 Zarzuca mnie pomysłami na tematy do napisania, ale niekoniecznie chce współpracować przy tworzeniu czegoś dłuższego niż pięć, może sześć zdań. Stąd taki, a nie inny wstęp – bo gdy na głowie za dużo do zrobienia, efektywne działanie nie jest zbyt skuteczne.

Moja lista na ten tydzień wydłużą się z każdym dniem – chociaż usilnie i skutecznie eliminuję z niej punkty, coraz to nowe pojawiają się jak szalone. Zaczęłam się więc zastanawiać jak właściwie mam ten tydzień przetrwać. Fakt, dzisiaj już czwartek (nie mam pojęcia kiedy zleciało), ale jednak parę dni jeszcze zostało – zwłaszcza, że dla mnie każdy dzień jest równorzędny, nie ważne czy środa, czy sobota, staram się działać tak samo. W efekcie rozważań właśnie postanowiłam podzielić się tutaj krótką listą rzeczy, które pomagają mi w czasie, gdy czuję się przeciążona i oszołomiona ilością zdarzeń, które się wokół mnie dzieją – i mam nadzieję, że niektóre punkty przydadzą się i Tobie, drogi Czytelniku :) Zwłaszcza, gdy znajdziesz się w podobnej sytuacji.

Po pierwsze – zwolnij! Wiem, może się to wydawać kompletnie bez sensu, zwłaszcza, jeśli goni nas czas, a zadań przybywa. Jednak nie trzeba się długo wysilać, by przypomnieć sobie, że pośpiech z reguły prowadzi do błędów, potknięć, zagapień i innych tego typu wypadków, które wcale nie pomagają, gdy i tak mamy w głowie mętlik, a dookoła bałagan i tonę spraw do załatwienia. Więc jak najbardziej, zwolnij, chociaż na chwilę. Usiądź wygodnie. Weź głęboki oddech i zastanów się…

Po drugie – planuj! To zastanawianie się najlepiej poświęcić na rozpracowanie co i jak zrobić, w jakiej kolejności, w jakich godzinach czy w jaki dzień, by jak najwydajniej spędzić czas, którego jednak wszyscy mamy tyle samo, nawet jeśli wydaje się, że inni mają go więcej 😉 No ale doba ma tylko 24 godziny, więc ile z niej wyciśniemy, tyle naszego. Wyciskając jednak warto robić to z głową. Pogrupuj podobne czynności, bo łatwiej wpaść w rytm, a to przyspiesza ich wykonywanie, uwzględnij opóźnienia czy kolejne zadania, które mogą się pojawić i zarezerwuj na nie trochę czasu – nawet jeśli będzie go za mało, w tym wypadku lepiej cokolwiek mieć, niż tak rozplanować sobie dzień, że już nic się nie da wpasować.

Po trzecie – przerwa! Tak, dokładnie tak. W tym pędzie i szaleństwie, gdy zdaje się, że nie możesz wykopać się spod wszystkich zobowiązań i zadań, pamiętaj o tym, że jesteś jednak tylko człowiekiem, który potrzebuje czasu na regenerację – krótki, nawet nieregularny odpoczynek, może okazać się zbawienny, gdy mamy wrażenie, że przegrzewają nam się styki, a ręce to ktoś musi nam rozmachać, bo już same nie chcą iść do góry :) Przyznaję, to akurat jeden z moich najsłabiej rozwiniętych nawyków, bo mam zwyczaj dać się wciągnąć w to co robię, ale staram się robić chociaż 5 minutowe przerwy co godzinę albo dwie – a jak pamiętam, to i nawet 15 minut się uda (tutaj przydają się alarmy w telefonie!). Potem pracuje mi się lepiej, skuteczniej i po prostu przyjemniej.

Po czwarte – nawodnij się! W pierwszej chwili chciałam napisać “pij”, ale doszłam do wniosku, że można to różnie zinterpretować 😉 Biorąc pod uwagę skład nie tylko całego naszego ciała, ale przede wszystkim mózgu, a właściwie ilość zawartej w nim wody (powyżej 70%*), to czy jesteśmy nawodnieni bezpośrednio wpływa na wydajność naszych mentalnych obwodów. Im więcej wody nasz organizm ma, tym skuteczniej funkcjonuje, nie tylko w dni gorące, ale też w te chłodniejsze. A im lepiej działamy, tym szybciej radzimy sobie ze stojącymi przed nami zadaniami, czyż nie?

Po piąte – wyśpij się! Dokładnie tak. Sen pozwala nie tylko na regenerację ciała, ale też energii umysłowej, więc jego odpowiednia ilość znów przyczynia się do wydajniejszego funkcjonowania. I fakt, korcić nas może siedzenie po nocach, bo przecież jak się zwariowany czas skończy, to będziemy mogli się wyspać, ale jeżeli trwa on dłużej niż 48 godzin, to brak snu przyniesie o wiele więcej szkody, niż pożytku. Więc zamiast kłaść się o 4, a wstawać o 5 rano, daj swojemu ciału chociaż 6 godzin odpoczynku, chociaż ja akurat w takim czasie wolę pospać pełne 8-9 godzin, bo dzięki temu wstaję i działam o wiele żwawiej :)

Po szóste – ruszaj się! Nie mówię, że masz iść przebiec maraton, ale nawet krótki, szybki marsz czy przejażdżka na rowerze może mieć zbawienne skutki. Zwłaszcza na świeżym powietrzu, chociaż nawet trening wewnątrz może pomóc, przeganiając zmęczenie, dorzucając endorfin i dając czas na wyłączenie myślenia o tym, co jeszcze zostało do zrobienia. Wyjście na zewnątrz ma jednak jeszcze parę bonusów – świeże powietrze, słońce i okazja zmiany otoczenia to pierwsze, które przychodzą mi do głowy. Każda z tych rzeczy jest przydatna, by pomóc nie zwariować w czasie, w którym masz wrażenie, że osiwiejesz za chwilę 😉 Poświęć więc na przykład jedną z przerw i wyskocz na rundkę dookoła bloku, podejdź do najbliższego parku, zrób parę przysiadów czy skłonów jeżeli za oknem leje lub dmucha. Ale rusz się :)

Po siódme – nagroda! Brzmi banalnie, prawda? Zwłaszcza, że przywykliśmy do nagradzania innych za ich osiągnięcia – zwłaszcza dzieci. Nagradzanie siebie jednak? Nieee… bo po co. Poza tym, przecież to bez sensu. A jednak, przyznanie przed samym sobą, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, poklepanie się po plecach, nagrodzenie siebie samego jakimś drobiazgiem, ulubioną potrawą, wyjściem do kina czy pójściem na masaż w takim czasie może ocalić nasze zdrowie psychiczne o wiele skuteczniej, niż kolejna skreślona z listy rzecz :) Spróbuj, pozwól sobie na chwilę pozytywnego wzmocnienia i uświadom sobie, że w takim zwariowanym czasie każda zrobiona rzecz jest sukcesem samym w sobie i zasługujesz na nagrodę :) A że Ty sam znasz siebie najlepiej, to i nagrodę wybierzesz najlepszą 😉

*napisałam tak, bo ilość ta zdaje się wahać od źródła do źródła – w jednym miejscu piszą 73%, w innym 78%, ale wszędzie są zgodni, że jest tej wody powyżej 70% 😉